Ric­ke­stel innnovations

Dzia­dy część I‑Gdzie jest ciąg dalszy?

Świe­co nie do­bra! wła­śnie pora była zga­snąć! I nie mo­głam do­czy­tać-czyż po­dob­na za­snąć? Wa­le­ry­jo! Gu­sta­wie! aniel­ski Gu­sta­wie! Ach, tak mi czę­sto o was śni­ło się na ja­wie,  A przez sen- będę z wami, Pan bóg wie do­pó­ki! Smut­ne dzieje1 jak smut­nej są źró­dła nauki!

(wska­zu­je ziemię)

cóż in­ne­go cze­ka? Wa­le­ry­jo! ty prze­cież spo­mie­dzy zia­re­nek Za­zdro­ści god­na! Cie­bie ubó­stwiał ko­cha­nek, O któ­rym inna próż­no całe ży­cie ma­rzy, I w każ­dym no­wym gło­sie nada­rem­nie bada Tonu, któ­ry jej du­szy brzmie­niem od­po­wia­da. Bo ich twa­rze tchną gła­zem, jak Me­du­zy gło­wa, Nad słot­ny deszcz je­sien­ny zim­niej­sze ich słowa!